Dobrzy ludzie istnieją!

„15 października 2003 roku dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Byłam mężatką z 10-letnim stażem. Długo i bezskutecznie staraliśmy się o dziecko. Bardzo cieszyłam się, że w końcu zostanę mamą. Tego samego dnia po południu, gdy mężowi chciałam oznajmić  wspaniałą wiadomość, usłyszałam po jego przyjściu z pracy jedno kluczowe zdanie: Wyprowadzam się!”. -Pisze do nas Pani Krystyna, która tamten czas wspomina jako najtrudniejszy okres w swoim życiu. Jej mąż zdradzał ją, a ona została sama w drugim miesiącu w ciąży.

„Okres oczekiwania na dziecko, dla samotnej kobiety nie jest łatwy. Łączenie pracy z obowiązkami matki i głowy domu to było dla mnie prawdziwe wyzwanie. O alimenty poprosiłam męża dopiero w bardzo trudnej sytuacji -w momencie, gdy po 15 latach pracy mój zakład ogłosił upadłość. Do 2008 roku radziłam sobie sama raz lepiej raz gorzej".-Czytamy dalej w wiadomości e-mail, która budzi w nas niezwykły podziw. Pani Krystyna to z pewnością kobieta silna i zaradna. Potwierdza zresztą ten fakt kolejna część jej niezwykłej historii:

„2008 rok był dla mnie rokiem pełnym łez, smutku i bólu. Dowiedziałam się, że jestem chora na raka piersi. Miałam iść do szpitala- a nie miał kto zająć się córką. Miała wtedy zaledwie 5 lat, nie miałam nikogo bliskiego. Sama byłam wychowanką domu dziecka, nie miałam rodziny. Będąc w sytuacji bez wyjścia, poprosiłam byłego męża o pomoc, aby zajął się małą. Był jej ojcem. Usłyszałam, że płaci alimenty i to chyba starczy, zresztą ma nową rodzinę i dziecko też. Opowiedziałam swojej lekarce prowadzącej o tym, dlaczego nie mogę się podjąć leczenia. Płakała razem ze mną. Po czym oznajmiła: Pani Krystyno, moi rodzice zabrali mnie z bidula! Wychowałam się w rodzinie adopcyjnej. Po chwili namysłu wyszła z gabinetu. Po ok. 20 minutach wróciła i oznajmiła: -Sama pracuję, więc nie jestem w stanie zajmować się małą po przedszkolu, ale zabiorę małą do domu moich rodziców, to dobrzy ludzie. A Pani podejmie się leczenia...-Nie mogłam w to uwierzyć, że są ludzie -którzy są skłonni do bezinteresownej pomocy”. -Czytając kolejne wersy wiadomości, przywraca nam się nadzieja w drugiego człowieka. Wiara w to, że dobro istnieje.



„Wygrałam walkę z chorobą dla córki, dzięki rodzicom Gabrysi. Do dzisiaj utrzymuję z nim kontakt. Traktują nas jak członków swojej rodziny. Pomogli mi znaleźć pracę. To dzięki nim jestem silną i niezależną kobietą. Ostatnio w rozmowie z córką doszliśmy do wniosku, że jesteśmy bardzo szczęśliwe – bo mamy siebie. Nie znam nastolatek, które miałyby ze swoją matką tak dobry kontakt. Patrząc z perspektywy czasu- wiem, że w macierzyństwie zdałam egzamin. Napisałam do Was, ponieważ widziałam- że zachęcanie kobiety do badań i walki z rakiem piersi. Chciałam się dołączyć do tego apelu”. - Historia Pani Krystyny nie tylko pokazuje, że warto podjąć walkę z chorobą, ale także uświadamia -że nawet najtrudniejszy okres w życiu może być początkiem czegoś dobrego. Po każdej burzy wychodzi słońce. Pamiętajmy o tym, wtedy gdy obecny czas nie jest dla nas zbyt łaskawy.



DODAJ KOMENTARZ

DODANE: 15-10-2017
Karina
Jestesmy z Panią!

fb  youtube mail

 

 

DANE FIRMY:

 

adres

 

mail

e-mail:

usmiechnijsiepolsko@wp.pl

telefon

telefon:

+ 48 536-960-440