Myślałam, że nie potrafię być matką...

„Byłam u szczytu kariery zawodowej. Miałam 28 lat i właśnie awansowałam na kierownika działu. Długo pracowałam na ten awans. Wtedy myślałam, że chwyciłam Pana Boga za nogi i, że nic wspanialszego w moim życiu się nie wydarzy. Dowiedziałam się o nieplanowanej ciąży. Mój narzeczony był szczęśliwy. Od razu zabraliśmy się do ślubnych przygotowań, a właściwie on. Ja nie czułam, że to odpowiedni moment na bycie żoną i matką”. -Pisze w mailu do nas Pani Beata z Gdyni.

„Ciąże znosiłam ciężko- wymioty, mdłości. Okazało się nawet, że jest zagrożona. Leżałam w domu do góry nogami i płakałam. To może wydawać się śmieszne, ale kilka razy przyszła mi do głowy myśl, że chcę poronić. Kocham swojego męża i pragnę mu podziękować, że jest tak silnym i wytrwałym mężczyzną. Kto inny dawno, by mnie już zostawił. A on pokazał, że małżeństwo to wsparcie, to ostoja spokoju i nawet wtedy, gdy było bardzo źle- wspierał mnie. A ja byłam nieznośna. Kapryśna i złośliwa. Kiedy wróciłam po porodzie do domu, nie zajmowałam się dzieckiem. Leżałam w łóżku i płakałam. Mąż zmieniał pieluchy i prał ubranka. A między czasem gotował mi obiady i głaskał po głowie. Nie narzekał, nie złościł się. Gdy skończył mu się urlop i miał wrócić do pracy, poprosił mnie o to, bym zajęła się naszym dzieckiem. Niestety wtedy też zawiodłam, z pomocą przyszły moja mama i teściowa. Krytykowały mnie. Szczególnie teściowa. Pewnego razu nawet moja własna matka nie wytrzymała i kazała mi iść do psychiatry. Powiedziała, że pierwszy raz w życiu widzi taki przypadek. Byłam załamana, maż proponował mi terapię psychologiczną. Ja odmówiłam. Mówiłam, że niech sam sobie idzie do psychologa. Patrzyłam w lustro i widziałam wyniszczone po porodzie ciało, rozstępy. Nasza intymność przestała istnieć. Gdy nasza córka zachorowała, nawet wtedy się nią nie zainteresowałam. Myślałam: Nie potrafię być matką, nie nadaję się do tego. Któregoś razu moja teściowa otrzymała pilny telefon, jej starszy syn, trafił do szpitala. Za oknem padał deszcz. Ona początkowo próbowała się dodzwonić do mojego męża, potem do mojej mamy. Po kilku nieudanych próbach powiedziała: Nie wezmę małej w taką pogodę do szpitala komunikacją miejską, ty mnie nie zawieziesz. Bo już chyba nawet tego nie potrafisz. Dlaczego Bóg tak bardzo skarał mojego syna i dał mu taką żonę? Na stole stała szklanka z wodą, wzięła ją do ręki i mnie oblała. Ogarnij się!-Krzyczała. -Twoje dziecko! Twoje pieluchy! Zmień małej ubranie, bo się zsikała! Ja wychodzę!- Trzasnęła drzwiami. Moja córka płakała. Ryczała nieznośnie i głośno. Miałam dość tego hałasu, podeszłam do łóżeczka i po raz pierwszy od porodu na nią spojrzałam. Ten jej wzrok, malutkie rączki i nóżki. Nie wiedziałam nawet jak wziąć się w ramiona. Wtedy do domu wbiega moja mama, z taką niezwykłą łatwością podniosła ją, a ja powiedziałam: Pozwól mi ją potrzymać. Przez kolejne tygodnie mój mąż, mama i teściowa uczyli mnie jak być matką. Tego dnia, kiedy wydarzył się ten cud i po raz pierwszy wzięłam córkę w ramiona, a mój współmałżonek powiedział: Jak dobrze, że znów jesteś!”

Czytając opowieść Pani Beaty, trzeba odważnie powiedzieć, że małżeństwo to nie tylko te dobre chwile, to czasem walka o bycie razem. To poczucie odpowiedzialności za siebie i tę drugą osobę. Prawdziwa miłość jednak przetrwa nawet ten najtrudniejszy czas. Z pewnością, każda z pań czytając tę opowieść, życzyłaby sobie mieć u swojego boku takiego wspaniałego mężczyznę, jakiego znalazła nasza bohaterka.

„, Teraz gdy nasza córka ma trzy lata. Po raz kolejny zaszłam w ciążę, pokochałam role matki. Staram się być najlepsza, jak tylko potrafię. Macierzyństwo daje mi radość”.-Tym optymistycznym akcentem kończymy czytanie wiadomości od Pani Beaty i życzymy jej dużo uśmiechu u boku wspaniałego męża w oczekiwaniu na kolejne dziecko.



DODAJ KOMENTARZ

fb  youtube mail

 

 

DANE FIRMY:

 

adres

 

mail

e-mail:

usmiechnijsiepolsko@wp.pl

telefon

telefon:

+ 48 536-960-440